Miałam okazję zatrzymać się w Dubaju w drodze do Tajlandii, ponieważ tamtejsze lotnisko było moim punktem przesiadkowym. Po raz pierwszy wyruszałam w tamte rejony świata i mówię tutaj zarówno o Bliskim Wschodzie, jak i Azji.

 

Ready to go

Poranek zaczął się dla mnie lotem Emirates Airline. Niby klasa ekonomiczna, ale jak do tej pory najlepsza economy w moim życiu:

  • przesympatyczna obsługa, pyszne jedzenie (każdy pasażer otrzymał menu wcześniej, aby mógł się z nim na spokojnie zapoznać),
  • szeroki wybór entertainment (idealne rozwiązanie, aby nadrobić zaległości filmowe),
  • a ponadto mam wrażenie, że więcej miejsca niż u innych przewoźników. Oczywiście jest to moje subiektywne odczucie (tak wiem, nie jestem zbyt wysoka, więc co innego podróż dla osoby mierzącej 2 m, a co innego 1,6 m).

Mocno zastanawiam się teraz nad układaniem planów wakacyjnych, biorąc pod uwagę trasy, po których można przemieszczać się tymi liniami ?

 

Stolica emiratu Dubaj

Międzynarodowe lotnisko w Dubaju stało się miejscem spotkania z moją przyjaciółką, z którą miałam wyruszyć na kolejny etap tajlandzkiej przygody – do Bangkoku. Przylatywała z innego kraju, więc musiałam na nią poczekać prawie dwie godziny. Jak to ja – wykorzystałam ten czas na zwiedzanie jednego z największych lotnisk świata. Miałam do tego dużo szczęścia, gdy bardzo miła pani z obsługi naziemnej przeprowadziła mnie skrótem do hali, w której mogłam spotkać się z moją towarzyszką podróży. Prawie jak VIP?

 

Po lekkich perypetiach udało nam się w końcu złapać i ruszyłyśmy w miasto, korzystając z faktu, że wylot z Dubaju miałyśmy dopiero o 15:00 następnego dnia. Była listopadowa noc, a dla mnie osobiście był to szok temperaturowy, ponieważ z zimnej i szarej Polski trafiłam do gorącej strefy klimatycznej. W nocy jeszcze nie było tak źle, ale rano słońce mnie wręcz oślepiało i musiałam chodzić w czapce z daszkiem, nie dbając za bardzo o image na zdjęciach (wygoda przede wszystkim – Instagram musiał poczekać ?).

 

Nocne zwiedzanie miasta

Przed przyjazdem miałyśmy super pomysł na zwiedzania Dubaju, aby wykorzystać kilkanaście godzin przesiadki na maksa. Niestety, jak to w życiu bywa – plan planem, a wyszło jak zawsze, bo to nie jest miasto do uprawiania turystyki pieszej (a taką najbardziej preferujemy). Bez samochodu ani rusz, a odległości na mapie były niby niewielkie, a w realu masakra (zapamiętać – upewnić się na przyszłość o jakiej skali mowa, lekcje geografii ze szkoły się kłaniają?).

 

Na początku chciałyśmy podjechać do hotelu Atlantis, a potem przejść się dalej plażą do Burj al-Arab. Sami zobaczcie, że plaża naprzeciwko hotelu raczej nie nadawała się do turystyki pieszej ? Samego hotelu nie udało nam się również zobaczyć, ponieważ tak późno w nocy wpuszczano jedynie gości, więc szybko zweryfikowałyśmy plany i postanowiłyśmy pojechać wyspać się do naszego hotelu. Pomysł zwiedzania Dubaju nocą runął i rozpadł się w pył… Mogłyśmy podziwiać miasto jedynie z okien samochodu.

 

 

 

Muszę jednak powiedzieć, że taxi w tym mieście z trampek wyrywają – u nas takimi brykami jeżdżą zamożni ludzie, a tutaj taksówkarze (mówię oczywiście o tych, którymi miałyśmy okazję się przejechać). Można? Można?

 

 

Najważniejszym punktem kolejnego dnia było zobaczenie Burj Khalifa, do którego miałyśmy wykupione bilety online na 10:00 rano. Nie muszę chyba dodawać, że poruszanie na piechotę odpadło, więc skorzystałyśmy z dubajskiego metra (z naszego hotelu podróż zajęła około 20 minut, więc pieszo może i byśmy tam w końcu dotarły, ale spóźniłybyśmy się na bank na samolot do Tajlandii). Jak to się mówi – coś za coś.

 

Burj Khalifa

 

 

Wjazd na 124 piętro cichą windą zajmuje ok. 60 sekund, a o zmianie wysokości świadczy odczuwalne ciśnienie w uszach, jak to ma miejsce przy starcie samolotu. Nagle drzwi rozchyliły się i naszym oczom ukazała się panorama miasta i zatoki.

Dubaj zaczynał nam się coraz bardziej podobać po nocnym fiasku spacerowym.

 

Dubai shopping mall i Akwarium

 

Po opuszczeniu budynku poszłyśmy do pobliskiego Dubai shopping mall, aby zerknąć do sklepów i zwiedzić akwarium, które okazało się strzałem w 10-tkę. Tym samym spełniło się jedno z moich marzeń – od zawsze chciałam podziwiać podwodny świat, przechodząc tunelem. Dodatkowa przejażdżka łódką za szklanym dnem pozwoliła zaobserwować jeszcze więcej. Niestety z uwagi na popołudniowy lot musiałyśmy przejść szybko przez strefę z akwariami, aby złapać metro i udać się na lotnisko, bo dalsza część podróży już na nas czekała. Nawet takie pobieżne przebiegnięcie po terenie akwarium było fajnym przeżyciem. Polecam?

 

 

 

Wiadomo, że w kilka godzin nie da się wszystkiego zobaczyć, ale sądzę, że kilkanaście godzin przesiadki wykorzystałyśmy w pełni. Nie udało się pospacerować, ale najwyższy budynek świata, a następnie wizyta w Dubai shopping mall uratowała dla nas honor miasta. Na pewno chciałabym jeszcze raz pojechać do Dubaju już na spokojnie na kilka dni i skorzystać ze wszystkich atrakcji, które oferuje stolica emiratu Dubaj. Mam nadzieję, że pewnego dnia się to uda (im szybciej, tym lepiej – nikt nie lubi czekać?).

 

 

zdjęcia: archiwum własne

Zapraszam do zobaczenia galerii zdjęć na moim Instagramie.

 

Zobacz także:

Bahamy – w raju też pada

Nepal – wiosenny trekking masywem Annapurny cz.1

Nepal – wiosenny trekking masywem Annapurny cz.2

Nepal – wiosenny trekking masywem Annapurny cz.3